Saturday, 13 December 2008
Pierwsze koty....
Dzisiaj pojechalam, po raz pierwszy, sama, samiusienka, na wies, ze wsi, na inna wies i z powrotem. Poszlo mi calkiem calkiem (nie liczac wyczerpanego akumulatora, 2krotnego zgasniecia na swiatlach i wycia silnika przy ruszaniu). A parkowanie. Alez to jest calkiem inna historia. Mam tylko nadzieje, ze dlugo nie potrwa to urzadzanie moim sasiadom tego przedstawienia parkowania do tylu zajmujacego jakies 15 min, polaczanego z ww. wyciem silnika. Oraz wyjezdzanie z rownie interesujacymi elementami audiowizualnymi. No ale nie badzmi drobiazgowi, bo jednak przesiadka z Volvo S 40 do 20to letniego golfa to przeciez nie lada wyczyn. A predkosc na autostradzie w polaczeniu z Pidzama Porno na full, oo, to lubie!
Wednesday, 10 December 2008
Punkt widzenia zalezy od....
Dzisiaj bardzo sie ucieszylam jak zobaczylam mojego instruktora jazdy. Serio, nigdy jeszcze sie tak nie ucieszylam na jego widok. Hm, pewnie ma to jakis zwiazek z tym, ze siedzielismy w dwoch roznych autach ;).
Nie no, nie byl zly, w koncu spedzilam z nim przez ostatni rok wiecej czasu niz z wlasnymi znajomymi, wiec sila rzeczy czlowiek sie przyzwyczaja.
Jestem wykonczona, przychodze z pracy i mam ochote walnac sie na kanape i gapic tepo w sufit przez caly wieczor. Kociol, kociol, kociol i na razie tak bedzie, zmiany, zmiany, a od stycznia przeciez nawet nie bede miala ani jednego popoludnia wolnego w ciagu tygodnia.
Podziwiam, uklony skladam ludziom, ktorzy po dniu pracy jeszcze zajmuja sie dziecmi, maja przerozne hobby czy szoruja zlew tudziez wanne, albo udzielaja sie w komitecie blokowym.
Bo my po pracy to tylko stawiamy choinke do pionu i od nowa zawieszamy ozdoby i tak od soboty. Na swieta bedzie chyba pieczen z kota.
Nie no, nie byl zly, w koncu spedzilam z nim przez ostatni rok wiecej czasu niz z wlasnymi znajomymi, wiec sila rzeczy czlowiek sie przyzwyczaja.
Jestem wykonczona, przychodze z pracy i mam ochote walnac sie na kanape i gapic tepo w sufit przez caly wieczor. Kociol, kociol, kociol i na razie tak bedzie, zmiany, zmiany, a od stycznia przeciez nawet nie bede miala ani jednego popoludnia wolnego w ciagu tygodnia.
Podziwiam, uklony skladam ludziom, ktorzy po dniu pracy jeszcze zajmuja sie dziecmi, maja przerozne hobby czy szoruja zlew tudziez wanne, albo udzielaja sie w komitecie blokowym.
Bo my po pracy to tylko stawiamy choinke do pionu i od nowa zawieszamy ozdoby i tak od soboty. Na swieta bedzie chyba pieczen z kota.
Sunday, 7 December 2008
W grudniu jak w garncu
Cos mu sie, temu grudniu, pomieszalo, no bo tak:

to grudzien
i to
ale to tez
no, ale wezcie, tu mocno przesadzil
a tu ponizej to juz nie grudzien, a dumny posiadacz papieru toaletowego
posciel upralam
a, i choinke wczoraj kupilismy, no ale przeciez to bylo do przewidzenia, ze w nocy znajdzie sie ona w pozycji horyzontalnej, wiec jakos tak rano nas to nie zdziwilo, gdy okazalo sie, iz nasze przypuszczenia byly sluszne.
to grudzien
i to
no, ale wezcie, tu mocno przesadzil
a tu ponizej to juz nie grudzien, a dumny posiadacz papieru toaletowego
a, i choinke wczoraj kupilismy, no ale przeciez to bylo do przewidzenia, ze w nocy znajdzie sie ona w pozycji horyzontalnej, wiec jakos tak rano nas to nie zdziwilo, gdy okazalo sie, iz nasze przypuszczenia byly sluszne.
Thursday, 4 December 2008
Wednesday, 3 December 2008
Kultura pracy
kolejny 'ciekawy' dzien w pracy
pal licho, ze w najgoretszym miesiacu kolezanka, z ktora dziele obowiazki co tydzien ma dzien urlopu, a jak juz jest obecna, to najpierw koniecznie musi pozalatwiac prywatne sprawy w godzinach pracy ze sluzbowego telefonu, a dopiero pozniej wypelnia swoje obowiazki.
To nic, ze tu o problemach gada sie godzinami, zamiast je po prostu rozwiazac.
Niewazne, ze kazda najmniejsza pierdole nalezy omowic na zebraniu dzialu, rozwazyc wszelkie za i przeciw, zanotowac, a pozniej odlozyc to w kat.
Ale dzisiaj...
Mielismy prezentacje dotyczaca zmian, ktore beda mialy miejsce w nowym roku. Otoz jakies 1,5 roku temu zostalismy przejeci przez niemiecka firme, ale rezultaty widac dopiero teraz. Ida zmiany i to na dobre, i o tym byla mowa na tym spotkaniu. Zmieni sie system komputerowy, dostaniemy nowe pakiety zadan, matka inwestuje w nas, itd, itp. Jednym slowem rewolucja.
Prezentacja odbyla sie podczas przerwy na lunch, pracodawca zadbal o kanapki.
I jakie byly pierwsze komentarze pracownikow po wyjsciu z sali konferencyjnej?
Ze kanapki do niczego, bo nie byly posmarowane maslem.
nie mam wiecej pytan.
Negocjacje ok - od calkowitego porozumienia dzieli nas tylko kilkadziesiat euro ;-)
Moj kot zadowala sie natomiast kawalkami pora z mojego talerza oraz zimna kawa z mojego kubka (tym razem kawy tyle co nic na dnie, wiec trzeba sobie pomoc lapa).
I wychodze do pracy, jest ciemno, wracam, ciemno, przeciez tak nie da sie zyc, a juz na pewno robic zdjec!!! Znalazlam sobie zastepcze zimowe hobby, tylko najpierw planuje zakup maszyny do szycia. Miejmy nadzieje, ze to nie slomiany zapal, tak jak w przypadku pozostalych stu tysiecy innych hobby.
pal licho, ze w najgoretszym miesiacu kolezanka, z ktora dziele obowiazki co tydzien ma dzien urlopu, a jak juz jest obecna, to najpierw koniecznie musi pozalatwiac prywatne sprawy w godzinach pracy ze sluzbowego telefonu, a dopiero pozniej wypelnia swoje obowiazki.
To nic, ze tu o problemach gada sie godzinami, zamiast je po prostu rozwiazac.
Niewazne, ze kazda najmniejsza pierdole nalezy omowic na zebraniu dzialu, rozwazyc wszelkie za i przeciw, zanotowac, a pozniej odlozyc to w kat.
Ale dzisiaj...
Mielismy prezentacje dotyczaca zmian, ktore beda mialy miejsce w nowym roku. Otoz jakies 1,5 roku temu zostalismy przejeci przez niemiecka firme, ale rezultaty widac dopiero teraz. Ida zmiany i to na dobre, i o tym byla mowa na tym spotkaniu. Zmieni sie system komputerowy, dostaniemy nowe pakiety zadan, matka inwestuje w nas, itd, itp. Jednym slowem rewolucja.
Prezentacja odbyla sie podczas przerwy na lunch, pracodawca zadbal o kanapki.
I jakie byly pierwsze komentarze pracownikow po wyjsciu z sali konferencyjnej?
Ze kanapki do niczego, bo nie byly posmarowane maslem.
nie mam wiecej pytan.
Negocjacje ok - od calkowitego porozumienia dzieli nas tylko kilkadziesiat euro ;-)
Moj kot zadowala sie natomiast kawalkami pora z mojego talerza oraz zimna kawa z mojego kubka (tym razem kawy tyle co nic na dnie, wiec trzeba sobie pomoc lapa).
I wychodze do pracy, jest ciemno, wracam, ciemno, przeciez tak nie da sie zyc, a juz na pewno robic zdjec!!! Znalazlam sobie zastepcze zimowe hobby, tylko najpierw planuje zakup maszyny do szycia. Miejmy nadzieje, ze to nie slomiany zapal, tak jak w przypadku pozostalych stu tysiecy innych hobby.
Tuesday, 2 December 2008
Tytulem wstepu...Cancun
w zwiazku z tym, ze i tak od tego nie uciekne oraz pragne udowodnic, ze obiektami moich zdjec nie sa jedynie starzy ludzie (kawa oraz drzwi) jak twierdzi M., zaczelam zmniejszac zdjecia.
Wyladowalismy w Cancun i stamtad tez pochodza ponizsze zdjecia, jakie sa kazdy widzi, naprawde nie bylo z czego wybierac, ale obiecuje poprawe ;-)
Intuicja...,fatum?
A bylo to tak.
Wczoraj lekcja jazdy, godzina 19.30.
Ja - to ja
I- Instruktor
I - to jaka trase chcesz jeszcze przecwiczyc?
Ja - no nie wiem, moze jeszcze Rondo Smierci * w takim razie; mam przeczucie, ze bede musiala jutro jechac w strone Pcimia Dolnego*
OK, pojechalismy.
Dzisiaj, osma trzydziesci, budynek CBR. Wysiadamy z auta, pierwsze co widze to ON, egzaminator, ktory mnie oblal za pierwszym razem. No hard feelings, slusznie mnie oblal, ale mimo wszystko nogi sie pode mna ugiely.
Siedzimy przy stoliku, jest jeszcze czas na herbate.
Ja (przegladajac dokumenty, stolik numer 5) - znajac moje szczescie, mam takie przeczucie, ze przy stoliku numer 5 siedzi ON
I - no, wszystko w rekach losu.
Wzywaja nas, idziemy po schodach na gore, wchodzimy do sali, stolik numer piec........ON..
Podchodzimy, witamy sie, Instruktor wypala do Onego: No, B. wlasnie sie obawiala, ze znowu ty jej sie trafisz...
Ja-haha, (nerwowy smiech, facet mnie w ogole nie pamieta).
Jedziemy....w strone Pcimia Dln, jakzeby inaczej.
Nevermind, bo zdalam!!! Niewazne, ile jazd bylo, niewazne, ze za te kase mialabym calkiem niezle autko, wazne ze MAM i juz nie oddam, strzezcie sie wiec kierowcy haha ;-)))
* nazwy wlasne zostaly zmienione
Wczoraj lekcja jazdy, godzina 19.30.
Ja - to ja
I- Instruktor
I - to jaka trase chcesz jeszcze przecwiczyc?
Ja - no nie wiem, moze jeszcze Rondo Smierci * w takim razie; mam przeczucie, ze bede musiala jutro jechac w strone Pcimia Dolnego*
OK, pojechalismy.
Dzisiaj, osma trzydziesci, budynek CBR. Wysiadamy z auta, pierwsze co widze to ON, egzaminator, ktory mnie oblal za pierwszym razem. No hard feelings, slusznie mnie oblal, ale mimo wszystko nogi sie pode mna ugiely.
Siedzimy przy stoliku, jest jeszcze czas na herbate.
Ja (przegladajac dokumenty, stolik numer 5) - znajac moje szczescie, mam takie przeczucie, ze przy stoliku numer 5 siedzi ON
I - no, wszystko w rekach losu.
Wzywaja nas, idziemy po schodach na gore, wchodzimy do sali, stolik numer piec........ON..
Podchodzimy, witamy sie, Instruktor wypala do Onego: No, B. wlasnie sie obawiala, ze znowu ty jej sie trafisz...
Ja-haha, (nerwowy smiech, facet mnie w ogole nie pamieta).
Jedziemy....w strone Pcimia Dln, jakzeby inaczej.
Nevermind, bo zdalam!!! Niewazne, ile jazd bylo, niewazne, ze za te kase mialabym calkiem niezle autko, wazne ze MAM i juz nie oddam, strzezcie sie wiec kierowcy haha ;-)))
* nazwy wlasne zostaly zmienione
Subscribe to:
Posts (Atom)