Moj szef, ten buc, potrafi czlowieka wyprowadzic z rownowagi nawet przebywajac na urlopie w slonecznej Italii.
Otoz przed wyjazdem wzial i zwolal meeting trzyosobowy (on, ja i jeszcze jedna kolezanka) w celu przekazania obowiazkow na te dwa tygodnie kiedy go nie bedzie.
No i miedzy innymi zapewnil, ze bedzie czytal maile (taaak), wiec nie ma sprawy mozemy pisac jak_by_co. No to wczoraj wyslalam mu maila w sprawie, ktora sie zajmowal (poprawka: powinien byl sie zajac, ale tego nie zrobil) i w ktorej klient zawraca mi d....pe od kilku tygodni.
A ten kretyn mi odpisuje o dziewiatej rano zaczynajac tymi slowy: ze dlaczego pytam go o to podczas gdy on jest na urlopie!!! Co za baran, nie mam do niego slow.
Pomijajac fakt, ze ja bym swojego chlopa zepchnela z pontonu do wody razem z laptopem jakby mi na urlopie od rana mailowal.
Nie no, ale poza tym jest super jak go nie ma, troche sporo siedze w necie, oczywiscie nie zaniedbuje przy tym swoich obowiazkow :).
A z innej beczki to dzisiaj bylam u dentystki, po dwoch miesiacach doczekalam sie wreszcie wizyty, zrobila mi kontrole, znalazla jedna dziura i kazala sie umowic na leczenie tegoz zeba oraz czyszczenie kamienia. Termin wizyty wlasciwej (bo przeciez ta byla tylko kontrolna), uwaga - 22 lipca!!!! Modlmy sie wiec, aby ten zab mi do tego czasu calkiem nie sprochnial.
Przedstawila mi tez orientacyjny kosztorys wymiany mostka. Koszt taki sam jak piekna suknia Valentino (no wiecie, to tak w temacie slubnym), ktora podziwialam przez szybe w Madrycie (gdyz za nic w swiecie nie weszlabym tam w swoich schodzonych birkenstockach oraz krotkich gaciach w kolorze spranej scierki).
A poza tym wszystko gra i buczy ;).
PS> No co Wy, zdjec z Madrytu na razie nie bedzie, bo wciaz czuje sie oniesmielona Islandia Marty ;-)))
Wednesday, 27 May 2009
Sunday, 24 May 2009
wrocilam
i moze zaczne od tego, ze w szale i pospiechu nabylam na lotnisku droga kupna Pamplelune, bo cos mi sie zdawalo, ze kiedys sprawdzalam i mnie zachwycila cytrusowa nuta, a ze mialam ochote na cos takiego na lato, to mam.
125 ml smierdziucha, grejfrut sie ulotnil, a ja smierdze i boli mnie glowa.
Ech, swietne sa takie nieprzemyslane i spontaniczne zakupy :/
125 ml smierdziucha, grejfrut sie ulotnil, a ja smierdze i boli mnie glowa.
Ech, swietne sa takie nieprzemyslane i spontaniczne zakupy :/
Wednesday, 20 May 2009
Madrid here we come!
no to ten, wrzucam swoja dyzurna wakacyjna kiecke lniana, niezawodne klapciuszki i leeeceeee!
See you later.
See you later.
Saturday, 2 May 2009
Wednesday, 29 April 2009
albo tak
Czytam czasem ambitny tygodnik Elsevier, w ktorym to moja ulubiona kolumna sa "sluby" (tak jestem prosta i nie wstydze sie tego).
Sluby sa o tyle fajne, ze jest to wzmianka na temat par, z ktorych 99 % to synowie/corki waznych i bogatych przesiebiorcow, dyrektorow, prezesow i innej elyty.
Czytam wiec, ze przypuscmy Annemarie jakastam, corka dyrektora banku X poslubila Gert Jana, doradce podatkowego w firmie Y i ze impreza odbyla sie w domku w Szwajcarii nalezacym do rodzicow pana mlodego, i dalej w ten desen. I zawsze mam ubaw z tego, ze oni w takich szczegolach o tym pochodzeniu.
I mowie do mojego narzeczonego (he?? :))):
- fajnie, jakby o nas tak napisali, bylaby jakas odmiana zawsze, no bo...
a moj przyszly slubny na to:
- no napisaliby: syn ciesli, a sama wiesz jak ta historia sie skonczyla cos ponad 2000 lat temu
:))))
Sluby sa o tyle fajne, ze jest to wzmianka na temat par, z ktorych 99 % to synowie/corki waznych i bogatych przesiebiorcow, dyrektorow, prezesow i innej elyty.
Czytam wiec, ze przypuscmy Annemarie jakastam, corka dyrektora banku X poslubila Gert Jana, doradce podatkowego w firmie Y i ze impreza odbyla sie w domku w Szwajcarii nalezacym do rodzicow pana mlodego, i dalej w ten desen. I zawsze mam ubaw z tego, ze oni w takich szczegolach o tym pochodzeniu.
I mowie do mojego narzeczonego (he?? :))):
- fajnie, jakby o nas tak napisali, bylaby jakas odmiana zawsze, no bo...
a moj przyszly slubny na to:
- no napisaliby: syn ciesli, a sama wiesz jak ta historia sie skonczyla cos ponad 2000 lat temu
:))))
8*&^%&%
no i tak, w drodze z pracy zajechalam do sklepu po mleko i owoce
przytachalam siaty, a w nich m.in. dwa pudelka lodow magnum, cztery kawalki plastikowego ciasta o polewie w kolorze pomaranczowym *, pesto, ktore mam zamiar zjesc w towarzystwie garnka makaranu, bardzo tlusty pasztet i tak samo tluste sery oraz wino
no i powiedzcie mi czy tak sie zachowuje osoba, ktora wlasnie postanowila zrzucic pare kg?
czy kupilam mleko i owoce? buahaha, bynajmniej.
no nic, jutro jest swieto narodowe, wiec trzeba opijac i objadac.
oraz mam taka teorie, ze te wszystkie chude malpy co przechadzaja sie dzierzac bezkarnie torebki z czipsami, to tak naprawde w tych torebkach maja marchewki. Albo rzodkiewki, tudziez pomidorki koktajlowe. Nie widze inaczej.
I tak.
*ciasto oczywiscie pomaranczowe, bo wiecie, krolowa, urodziny, te sprawy, trzeba uczcic jakos.
przytachalam siaty, a w nich m.in. dwa pudelka lodow magnum, cztery kawalki plastikowego ciasta o polewie w kolorze pomaranczowym *, pesto, ktore mam zamiar zjesc w towarzystwie garnka makaranu, bardzo tlusty pasztet i tak samo tluste sery oraz wino
no i powiedzcie mi czy tak sie zachowuje osoba, ktora wlasnie postanowila zrzucic pare kg?
czy kupilam mleko i owoce? buahaha, bynajmniej.
no nic, jutro jest swieto narodowe, wiec trzeba opijac i objadac.
oraz mam taka teorie, ze te wszystkie chude malpy co przechadzaja sie dzierzac bezkarnie torebki z czipsami, to tak naprawde w tych torebkach maja marchewki. Albo rzodkiewki, tudziez pomidorki koktajlowe. Nie widze inaczej.
I tak.
*ciasto oczywiscie pomaranczowe, bo wiecie, krolowa, urodziny, te sprawy, trzeba uczcic jakos.
Tuesday, 28 April 2009
Subscribe to:
Posts (Atom)









