Sunday, 12 September 2010
Sunday, 5 September 2010
Hibiscus
Poszlam lapac resztki swiatla, wrzesien zapowiada sie pieknie.
Jak zwykle mialam mnostwo przemyslen i juz tradycyjnie nie mam ochoty ich przelewac na klawiature.
Klik klik na FB, zdjecia z podrozy. Nie moich.
Saturday, 21 August 2010
Dwa lata.....
wczoraj nam stuknely.
Dziekuje wszystkim (czterem? :P) osobom, ktore tu zagladaja!
hm, cos bym jeszcze napisala, ale musze leciec....na budowe....
;-)
Dziekuje wszystkim (czterem? :P) osobom, ktore tu zagladaja!
hm, cos bym jeszcze napisala, ale musze leciec....na budowe....
;-)
Sunday, 8 August 2010
I love the internet!
A najbardziej to, ze jednego dnia komentuje wpis na blogu jednego z 'wirtualnych bytow', a nastepnego dnia z tymze przemierzam uliczki placzliwego niestety i szarego Amsterdamu oraz wypijam w towarzystwie ww. kiepskie biale wino ze szklanki i ktore smakuje, jakby kosztowalo 2 euro za butelke, podczas gdy w red lights zaplacimy za szklanke 4 euro.
A inny 'wirtualny byt' dzien wczesniej przykucnal w mojej realnej kuchni i drapal za uchem mojego realnego rudego kota.
Weekend minal pod znakiem spotkan z fajnymi internetowymi znajomymi.
Polecam ;-)
A inny 'wirtualny byt' dzien wczesniej przykucnal w mojej realnej kuchni i drapal za uchem mojego realnego rudego kota.
Weekend minal pod znakiem spotkan z fajnymi internetowymi znajomymi.
Polecam ;-)
Monday, 19 July 2010
Lato, lato...
Kiedy ostatnio bylo takie lato (tfu tfu, nie zapeszam), bo nie pamietam!
Jest pieknie, pomidory mi sie czerwienia, papryka lada chwila, zielska nie nadazam zrywac.
Zmeczona jestem i podpieram sie rzesami troche, ale kto by sie tam przejmowal.
Pojechalabym gdzies.
A tymczasem kroi sie wyjazd do Polski na wesele, ja w roli swiadka u mojej N. sasiadeczki, przyjaciolki od wiekow. Oczywiscie jak powiem, ze w roli starszej (druhny) to nikt mnie nie zrozumie?? No moze Joanna ;-)
Ale to dopiero w pazdzierniku i tylko na chwile.
***
Nie ma rodzin idealnych, sa tylko ludzie, ktorzy unikaja konfrontacji. O naiwnosci!
***
Jestem w takim wieku i kraju, ze nie oplaca sie byc "mloda" (umowmy sie), zaradna i zarabiajaca pieniadze kobieta. W tym wieku nie wypada nie byc jeszcze w ciazy/miec dzieci i stac sie nieporadnym bluszczem.
I tyle na dzis.
I tylko hortensja trzyma mnie w jako takiej rownowadze.
I pomidory.
Recycling:


Jest pieknie, pomidory mi sie czerwienia, papryka lada chwila, zielska nie nadazam zrywac.
Zmeczona jestem i podpieram sie rzesami troche, ale kto by sie tam przejmowal.
Pojechalabym gdzies.
A tymczasem kroi sie wyjazd do Polski na wesele, ja w roli swiadka u mojej N. sasiadeczki, przyjaciolki od wiekow. Oczywiscie jak powiem, ze w roli starszej (druhny) to nikt mnie nie zrozumie?? No moze Joanna ;-)
Ale to dopiero w pazdzierniku i tylko na chwile.
***
Nie ma rodzin idealnych, sa tylko ludzie, ktorzy unikaja konfrontacji. O naiwnosci!
***
Jestem w takim wieku i kraju, ze nie oplaca sie byc "mloda" (umowmy sie), zaradna i zarabiajaca pieniadze kobieta. W tym wieku nie wypada nie byc jeszcze w ciazy/miec dzieci i stac sie nieporadnym bluszczem.
I tyle na dzis.
I tylko hortensja trzyma mnie w jako takiej rownowadze.
I pomidory.
Recycling:


Wednesday, 30 June 2010
On the road
Dawno nie bylo o pracy (och, bo nie warto zasmiecac bloga glupotami :P), ale poniewaz pisalam juz kiedys o jednym z kolegow pracowych, to historie dokoncze. Bo ma ona koniec dosyc spektakularny.
A pisalam o naszym "dziwaku" pracowym o fikcyjnym imieniu: Jurek.
Otoz Jerzy spedzil dzisiaj ostatni dzien w pracy. Po 15tu latach pracy w tej firmie stwierdzil, ze "zle wplywa na jego zdrowie". Hm, a na czyje dobrze wplywa? Bo na pewno nie moje.
Ale nie kazdy moze sobie pozwolic na luksus zlozenia wypowiedzenia w takiej sytuacji. A Jurek mogl, gdyz udalo mu sie sprzedac dom, w ktorym mieszkal do momentu, kiedy zona stwierdzila, ze jednak nie chce z nim spedzic calego zycia. Za pieniadze (a raczej ich polowe) nie kupil nowej nieruchomosci, a zdecydowal, ze zwolni sie z pracy i bedzie podrozowal. Do emerytury, tzn przez osiem lat, planuje jezdzic po Europie i mieszkac w swojej przyczepie kampingowej. Wyjazd do Polski planuje w przyszlym roku latem i chce tam spedzic pol roku.
I sama nie wiem.
Z jednej strony zazdroszcze mozliwosci beztroskiego podrozowania i wolnosci od zobowiazan finansowych.
A z drugiej strony 8 albo i wiecej lat w przyczepie? No nie wiem, jeszcze przemysle sprawe.
A pisalam o naszym "dziwaku" pracowym o fikcyjnym imieniu: Jurek.
Otoz Jerzy spedzil dzisiaj ostatni dzien w pracy. Po 15tu latach pracy w tej firmie stwierdzil, ze "zle wplywa na jego zdrowie". Hm, a na czyje dobrze wplywa? Bo na pewno nie moje.
Ale nie kazdy moze sobie pozwolic na luksus zlozenia wypowiedzenia w takiej sytuacji. A Jurek mogl, gdyz udalo mu sie sprzedac dom, w ktorym mieszkal do momentu, kiedy zona stwierdzila, ze jednak nie chce z nim spedzic calego zycia. Za pieniadze (a raczej ich polowe) nie kupil nowej nieruchomosci, a zdecydowal, ze zwolni sie z pracy i bedzie podrozowal. Do emerytury, tzn przez osiem lat, planuje jezdzic po Europie i mieszkac w swojej przyczepie kampingowej. Wyjazd do Polski planuje w przyszlym roku latem i chce tam spedzic pol roku.
I sama nie wiem.
Z jednej strony zazdroszcze mozliwosci beztroskiego podrozowania i wolnosci od zobowiazan finansowych.
A z drugiej strony 8 albo i wiecej lat w przyczepie? No nie wiem, jeszcze przemysle sprawe.
Saturday, 19 June 2010
niemamnanicczasu
Tak bylo przedwczoraj:
A wczoraj robilam to:


Z widokiem na to:


A wczoraj robilam to:


Z widokiem na to:


A dzis: (no coz, rownowaga w przyrodzie musi byc)
Subscribe to:
Posts (Atom)


