
Sunday, 29 March 2009
Wednesday, 25 March 2009
Now You're Really Living
takie mam rozne przemyslenia, ze np. chyba sie starzeje, bo o ile pare lat temu dalabym sie pokroic za bilety na U2, to teraz 160 euro za bilet uwazam za absurdalna cene i na pewno sie nie skusze, za to w czerwcu Antony, jakims cudem M. udalo sie dostac bilety na kameralny koncert, ktory nigdzie nie byl reklamowany. Nie wiem, chyba sie posikam ze szczescia jak uslysze go na zywo.
Po za tym zarabianie kasy jest przereklamowane, im wiecej zarabiam tym mniej mam, a nie wydaje mi sie, zebym jakos specjalnie wiecej wydawala.
no i ten, eels rzadzi ostatnio w aucie:
Po za tym zarabianie kasy jest przereklamowane, im wiecej zarabiam tym mniej mam, a nie wydaje mi sie, zebym jakos specjalnie wiecej wydawala.
no i ten, eels rzadzi ostatnio w aucie:
Sunday, 22 March 2009
Sunshine
Slonce dawalo w ten weekend, nie powiem, oczywiscie sprawa bezdyskusyjna jest to, iz slonce dziala zbawiennie na psychike zszargana nieskonczenie dluga zima i niebem w kolorze szaroburej szmaty....Co do tego nie mam zadnych watpliwosci
ALE
w promieniach slonecznych widac WSZYSTKO, kazdy pylek, kazda plamke na szybie, wiec po kilku dniach slonecznych czlowiek nie ma wyjscia i trzeba umyc te nieszczesne okna.
W moim przypadku 'przetrzec' je, gdyz nienawidze i nie umiem myc okien, im dluzej je myje, tym bardziejwydaja sie byc nieumyte. Przysiegam, wole prasowac.
no.
Ale zeby nie bylo, w weekend oddawalam sie innym fascynujacym czynnosciom, takim jak:
rozdawaniem kwiatow:lezeniem na trawie i fotografowaniem/jedzeniem jablek:
Friday, 20 March 2009
Tuesday, 17 March 2009
...
ostatnio czas odliczam zaladowaniami
pralki
bardzo duzo pralek zaladowanych musialo minac od ostatniego wpisu, ale nie wiem ile, bo nie liczylam
ubiegly weekend minal na spotkaniach z ludzmi, tymi bardziej i mniej znanymi, Ci wirtualni stali sie jakby mniej wirtualni, fajnie, naprawde fajnie, ludzie jednak sa potrzebni do zycia
chociaz nie wszyscy hehe, np. moi sasiedzi z dolu w cholere sie wyprowadzili, mieszkali pod nami ze dwa lata, a my dowiedzielismy sie o ich przeprowadzce jak w niedziele obudzil nas halas na klatce schodowej
mam nadzieje, ze wprowadzi sie po nich jakis zwierzolub, ktoremu nie bedzie przeszkadzalo tuptanie moich malutkich delikatnych i subtelnych koteckow (hehehe...)
no i tak
paznokcie mi sie rozdwajaja :/
aby do kwietnia, bo wiem, ze jak przyjdzie kwiecien, to pozniej juz za chwile zrobi sie czerwiec
pralki
bardzo duzo pralek zaladowanych musialo minac od ostatniego wpisu, ale nie wiem ile, bo nie liczylam
ubiegly weekend minal na spotkaniach z ludzmi, tymi bardziej i mniej znanymi, Ci wirtualni stali sie jakby mniej wirtualni, fajnie, naprawde fajnie, ludzie jednak sa potrzebni do zycia
chociaz nie wszyscy hehe, np. moi sasiedzi z dolu w cholere sie wyprowadzili, mieszkali pod nami ze dwa lata, a my dowiedzielismy sie o ich przeprowadzce jak w niedziele obudzil nas halas na klatce schodowej
mam nadzieje, ze wprowadzi sie po nich jakis zwierzolub, ktoremu nie bedzie przeszkadzalo tuptanie moich malutkich delikatnych i subtelnych koteckow (hehehe...)
no i tak
paznokcie mi sie rozdwajaja :/
aby do kwietnia, bo wiem, ze jak przyjdzie kwiecien, to pozniej juz za chwile zrobi sie czerwiec
Tuesday, 10 March 2009
Oznaki starzenia....
sie oraz rozdwojenie jazni.
Ostatnio u siebie zauwazam.
Jesli chodzi o starzenie sie, to nie, nie chodzi o zmarszczki czy siwe wlosy, bo te mam juz od dawna, ale banalnie, o ogrodecek ;-). W sensie domu z kawalkiem ziemi. W sensie paru drzewek owocowych, trawnika i zwierzynca. No i tu pojawia sie dylemat, bo z drugiej strony lubie miasto, lubie w sobote pojsc na piechote do centrum po to tylko, zeby napic sie kawy w ktorejs z knajp, albo zjesc sniadanie. I lubie nasze mieszkanie, jestesmy tu dopiero od 4 lat, jeszcze nie wszystko wykonczone, nie wszystko urzadzone tak, jakbym chciala, a juz mnie nosi ;-).
I siedze na tej fundzie i przegladam. I widze, ze jesli chodzi o miasto, to stac nas jedynie na szeregowiec (zakladajac, ze chcemy mieszkac w fajnej dzielnicy, a to jest glowny warunek), z ogrodkiem o rozmiarach chusteczki do nosa.
A na wsi (20 min. stad) znalazlam cos w cenie szeregowca z prawie dwoma hektarami ziemi:
Ostatnio u siebie zauwazam.
Jesli chodzi o starzenie sie, to nie, nie chodzi o zmarszczki czy siwe wlosy, bo te mam juz od dawna, ale banalnie, o ogrodecek ;-). W sensie domu z kawalkiem ziemi. W sensie paru drzewek owocowych, trawnika i zwierzynca. No i tu pojawia sie dylemat, bo z drugiej strony lubie miasto, lubie w sobote pojsc na piechote do centrum po to tylko, zeby napic sie kawy w ktorejs z knajp, albo zjesc sniadanie. I lubie nasze mieszkanie, jestesmy tu dopiero od 4 lat, jeszcze nie wszystko wykonczone, nie wszystko urzadzone tak, jakbym chciala, a juz mnie nosi ;-).
I siedze na tej fundzie i przegladam. I widze, ze jesli chodzi o miasto, to stac nas jedynie na szeregowiec (zakladajac, ze chcemy mieszkac w fajnej dzielnicy, a to jest glowny warunek), z ogrodkiem o rozmiarach chusteczki do nosa.
A na wsi (20 min. stad) znalazlam cos w cenie szeregowca z prawie dwoma hektarami ziemi:
Z widokiem na ....pola. no i siedze i mysle.
Ze przeciez nie mozna miec w zyciu wszystkiego.
Ach, to jeszcze dodam, ze zaczynam wrastac w ten kraj. Wypadaloby, w koncu to dekada.
Subscribe to:
Posts (Atom)











