Monday, 19 July 2010

Lato, lato...

Kiedy ostatnio bylo takie lato (tfu tfu, nie zapeszam), bo nie pamietam!

Jest pieknie, pomidory mi sie czerwienia, papryka lada chwila, zielska nie nadazam zrywac.

Zmeczona jestem i podpieram sie rzesami troche, ale kto by sie tam przejmowal.

Pojechalabym gdzies.
A tymczasem kroi sie wyjazd do Polski na wesele, ja w roli swiadka u mojej N. sasiadeczki, przyjaciolki od wiekow. Oczywiscie jak powiem, ze w roli starszej (druhny) to nikt mnie nie zrozumie?? No moze Joanna ;-)

Ale to dopiero w pazdzierniku i tylko na chwile.

***

Nie ma rodzin idealnych, sa tylko ludzie, ktorzy unikaja konfrontacji. O naiwnosci!
***
Jestem w takim wieku i kraju, ze nie oplaca sie byc "mloda" (umowmy sie), zaradna i zarabiajaca pieniadze kobieta. W tym wieku nie wypada nie byc jeszcze w ciazy/miec dzieci i stac sie nieporadnym bluszczem.

I tyle na dzis.

I tylko hortensja trzyma mnie w jako takiej rownowadze.

I pomidory.



Recycling:







Wednesday, 30 June 2010

On the road

Dawno nie bylo o pracy (och, bo nie warto zasmiecac bloga glupotami :P), ale poniewaz pisalam juz kiedys o jednym z kolegow pracowych, to historie dokoncze. Bo ma ona koniec dosyc spektakularny.
A pisalam o naszym "dziwaku" pracowym o fikcyjnym imieniu: Jurek.
Otoz Jerzy spedzil dzisiaj ostatni dzien w pracy. Po 15tu latach pracy w tej firmie stwierdzil, ze "zle wplywa na jego zdrowie". Hm, a na czyje dobrze wplywa? Bo na pewno nie moje.
Ale nie kazdy moze sobie pozwolic na luksus zlozenia wypowiedzenia w takiej sytuacji. A Jurek mogl, gdyz udalo mu sie sprzedac dom, w ktorym mieszkal do momentu, kiedy zona stwierdzila, ze jednak nie chce z nim spedzic calego zycia. Za pieniadze (a raczej ich polowe) nie kupil nowej nieruchomosci, a zdecydowal, ze zwolni sie z pracy i bedzie podrozowal. Do emerytury, tzn przez osiem lat, planuje jezdzic po Europie i mieszkac w swojej przyczepie kampingowej. Wyjazd do Polski planuje w przyszlym roku latem i chce tam spedzic pol roku.
I sama nie wiem.
Z jednej strony zazdroszcze mozliwosci beztroskiego podrozowania i wolnosci od zobowiazan finansowych.
A z drugiej strony 8 albo i wiecej lat w przyczepie? No nie wiem, jeszcze przemysle sprawe.

Saturday, 19 June 2010

niemamnanicczasu

Tak bylo przedwczoraj: A wczoraj robilam to:Z widokiem na to:

A dzis: (no coz, rownowaga w przyrodzie musi byc)

Sunday, 23 May 2010

Juz za chwileczke juz za momencik....

Ironia losu polega na tym, ze tragiczne wydarzenia minionych tygodni, katastrofy i kleski zywiolowe pomgaja mi utrzymac pion i dystans do swojego zycia.

Jestem spokojna jak ten kwiat lotosu na tafli czy jakos tak to bylo.

Mimo wszystko. Och, czy wspominalam, ze krawcowa numer dwa spiepszyla mi rezerwowa sukienke, obcinajac ja mega krzywo? na szczescie zaostawila ja na tyle dluga (za duga na szczescie), ze moja bardzo zdolna mama zdolala poprawic spartaczona robote.


Nasuwaja mi sie przy okazji tego mlynu, ktory mam ostatnio takie banalne madrosci zyciowe: prawdziwych przyjaciol poznajemy w biedzie. Miec przyjaciolke, ktora bez mrugniecia okiem zgadza sie na ugotowanie 40 l zupy gulaszowej to dla mnie bezcenne.

A cala reszta nieistotna.

Skupiam sie na pozytywach. A przy okazji przewartosciowuje.

Wczoraj byla u nas Pani urzedniczka, ktora bedzie nam udzielala slubu. Odbylismy rozmowe zapoznawca, ktora trwala 2,5 h i podczas ktorej okazalo sie, ze rzeczy najbardziej oczywiste najtrudniej jest ubrac w slowa.

Powiem Wam jedno.

Bede miala zajebistego meza.

A druga dobra wiadomosc to to, ze sa w koncu piwonie!!!

Mam ich pelna piwnice, ale o tym w innym odcinku:

Thursday, 13 May 2010

CD

Takie mam jeszcze przemyslenia po niemalze calodziennym sledzeniu mediow.
Przypomnialy mi sie lamenty na jednym z forow dyskusyjnych dla Polakow zamieszkalych w Holandii odnosnie katastrofy w Smolensku.
Uzytkownicy wyrazali swoje oburzenie ignorancja mediow holenderskich, zarzucano im brak zainteresownia tragedia Polakow (co jest bzdura, wystarczy wrzucic Smolensk w wyszukiwarke np. nu.nl).
Wczoraj zdarzyla sie tragedia liczba ofiar zblizona do tej pod Smolenskiej (tak tak, wiem, tam pan prezydent a tu zwykle szaraki). I co?
W GW naliczylam 2 artykuly, przy czym ten drugi gdzies na smetnym dole listy i w dodatku zatytulowany:
"Holandia, Holandia" - mamrotał cudem ocalały w katastrofie lotniczej chłopiec.
Doprawdy wyzyny dziennikarstwa.
Co ciekawsze na ww forum nie pojawil sie ani jeden watek, mimo, ze uzytkownicy mieszkaja w kraju, ktory stracil wczoraj tak wielu obywateli.

Wniosek taki na dzis, ze Polacy to jednak narod zadufany w sobie i przekonany, ze jest pepkiem swiata. Wymagajacy przy tym od innych, a dajacy od siebie niewiele.

Wednesday, 12 May 2010

no i ch...j

Dziekuje, ze sie dopytujecie zyczliwe dusze i winna jestem Wam jakis update.
Moglabym pisac o tym, ze krawcowa dokumentnie schrzanila mi wymarzona sukienke, w ktorej niestety nie wystapie. Albo o tym, ze nie ogarniam tego wszystkiego, a czas pedzi jak szalony.
Albo o tym, ze dzisiaj na niemieckiej autostradzie przekroczylam predkosc o tyle km, ze gdybym to zrobila w NL to skonfiskowaliby mi prawko.

Ale teraz to wszystko wydaje sie jakies takie niewazne, takie glupoty wrecz.
Mysle o tych, co byli na pokladzie samolotu, ktory rozbil sie w Libii.
O tych anonimowych i o kolezance pracowej M., ktora po raz pierwszy wybrala sie na tak dalekie wakacje z dwojka dzieci, 9 i 10 lat. I o tym, ze jeszcze nie tak dawno o tym rozmawialismy i M. mowil o tym, jak byla podekscytowana, ze w koncu im sie uda wyjechac na te piepszone wakacje w czworke. I o tym, ze nie wiemy, czy ten chlopiec, ktory przezyl nie jest czasami jej synem. A nawet jesli nie, to i tak nie wiem czy to taki cud przezyc w takich okolicznosciach, kiedy w tej samej tragedii gina najblizsi.
Nie moge sie pozbierac, wiec wybaczcie, nie chce mi sie pisac o pierdolach.
Innym razem.