wczoraj nam stuknely.
Dziekuje wszystkim (czterem? :P) osobom, ktore tu zagladaja!
hm, cos bym jeszcze napisala, ale musze leciec....na budowe....
;-)
Saturday, 21 August 2010
Sunday, 8 August 2010
I love the internet!
A najbardziej to, ze jednego dnia komentuje wpis na blogu jednego z 'wirtualnych bytow', a nastepnego dnia z tymze przemierzam uliczki placzliwego niestety i szarego Amsterdamu oraz wypijam w towarzystwie ww. kiepskie biale wino ze szklanki i ktore smakuje, jakby kosztowalo 2 euro za butelke, podczas gdy w red lights zaplacimy za szklanke 4 euro.
A inny 'wirtualny byt' dzien wczesniej przykucnal w mojej realnej kuchni i drapal za uchem mojego realnego rudego kota.
Weekend minal pod znakiem spotkan z fajnymi internetowymi znajomymi.
Polecam ;-)
A inny 'wirtualny byt' dzien wczesniej przykucnal w mojej realnej kuchni i drapal za uchem mojego realnego rudego kota.
Weekend minal pod znakiem spotkan z fajnymi internetowymi znajomymi.
Polecam ;-)
Monday, 19 July 2010
Lato, lato...
Kiedy ostatnio bylo takie lato (tfu tfu, nie zapeszam), bo nie pamietam!
Jest pieknie, pomidory mi sie czerwienia, papryka lada chwila, zielska nie nadazam zrywac.
Zmeczona jestem i podpieram sie rzesami troche, ale kto by sie tam przejmowal.
Pojechalabym gdzies.
A tymczasem kroi sie wyjazd do Polski na wesele, ja w roli swiadka u mojej N. sasiadeczki, przyjaciolki od wiekow. Oczywiscie jak powiem, ze w roli starszej (druhny) to nikt mnie nie zrozumie?? No moze Joanna ;-)
Ale to dopiero w pazdzierniku i tylko na chwile.
***
Nie ma rodzin idealnych, sa tylko ludzie, ktorzy unikaja konfrontacji. O naiwnosci!
***
Jestem w takim wieku i kraju, ze nie oplaca sie byc "mloda" (umowmy sie), zaradna i zarabiajaca pieniadze kobieta. W tym wieku nie wypada nie byc jeszcze w ciazy/miec dzieci i stac sie nieporadnym bluszczem.
I tyle na dzis.
I tylko hortensja trzyma mnie w jako takiej rownowadze.
I pomidory.
Recycling:


Jest pieknie, pomidory mi sie czerwienia, papryka lada chwila, zielska nie nadazam zrywac.
Zmeczona jestem i podpieram sie rzesami troche, ale kto by sie tam przejmowal.
Pojechalabym gdzies.
A tymczasem kroi sie wyjazd do Polski na wesele, ja w roli swiadka u mojej N. sasiadeczki, przyjaciolki od wiekow. Oczywiscie jak powiem, ze w roli starszej (druhny) to nikt mnie nie zrozumie?? No moze Joanna ;-)
Ale to dopiero w pazdzierniku i tylko na chwile.
***
Nie ma rodzin idealnych, sa tylko ludzie, ktorzy unikaja konfrontacji. O naiwnosci!
***
Jestem w takim wieku i kraju, ze nie oplaca sie byc "mloda" (umowmy sie), zaradna i zarabiajaca pieniadze kobieta. W tym wieku nie wypada nie byc jeszcze w ciazy/miec dzieci i stac sie nieporadnym bluszczem.
I tyle na dzis.
I tylko hortensja trzyma mnie w jako takiej rownowadze.
I pomidory.
Recycling:


Wednesday, 30 June 2010
On the road
Dawno nie bylo o pracy (och, bo nie warto zasmiecac bloga glupotami :P), ale poniewaz pisalam juz kiedys o jednym z kolegow pracowych, to historie dokoncze. Bo ma ona koniec dosyc spektakularny.
A pisalam o naszym "dziwaku" pracowym o fikcyjnym imieniu: Jurek.
Otoz Jerzy spedzil dzisiaj ostatni dzien w pracy. Po 15tu latach pracy w tej firmie stwierdzil, ze "zle wplywa na jego zdrowie". Hm, a na czyje dobrze wplywa? Bo na pewno nie moje.
Ale nie kazdy moze sobie pozwolic na luksus zlozenia wypowiedzenia w takiej sytuacji. A Jurek mogl, gdyz udalo mu sie sprzedac dom, w ktorym mieszkal do momentu, kiedy zona stwierdzila, ze jednak nie chce z nim spedzic calego zycia. Za pieniadze (a raczej ich polowe) nie kupil nowej nieruchomosci, a zdecydowal, ze zwolni sie z pracy i bedzie podrozowal. Do emerytury, tzn przez osiem lat, planuje jezdzic po Europie i mieszkac w swojej przyczepie kampingowej. Wyjazd do Polski planuje w przyszlym roku latem i chce tam spedzic pol roku.
I sama nie wiem.
Z jednej strony zazdroszcze mozliwosci beztroskiego podrozowania i wolnosci od zobowiazan finansowych.
A z drugiej strony 8 albo i wiecej lat w przyczepie? No nie wiem, jeszcze przemysle sprawe.
A pisalam o naszym "dziwaku" pracowym o fikcyjnym imieniu: Jurek.
Otoz Jerzy spedzil dzisiaj ostatni dzien w pracy. Po 15tu latach pracy w tej firmie stwierdzil, ze "zle wplywa na jego zdrowie". Hm, a na czyje dobrze wplywa? Bo na pewno nie moje.
Ale nie kazdy moze sobie pozwolic na luksus zlozenia wypowiedzenia w takiej sytuacji. A Jurek mogl, gdyz udalo mu sie sprzedac dom, w ktorym mieszkal do momentu, kiedy zona stwierdzila, ze jednak nie chce z nim spedzic calego zycia. Za pieniadze (a raczej ich polowe) nie kupil nowej nieruchomosci, a zdecydowal, ze zwolni sie z pracy i bedzie podrozowal. Do emerytury, tzn przez osiem lat, planuje jezdzic po Europie i mieszkac w swojej przyczepie kampingowej. Wyjazd do Polski planuje w przyszlym roku latem i chce tam spedzic pol roku.
I sama nie wiem.
Z jednej strony zazdroszcze mozliwosci beztroskiego podrozowania i wolnosci od zobowiazan finansowych.
A z drugiej strony 8 albo i wiecej lat w przyczepie? No nie wiem, jeszcze przemysle sprawe.
Saturday, 19 June 2010
niemamnanicczasu
Tak bylo przedwczoraj:
A wczoraj robilam to:


Z widokiem na to:


A wczoraj robilam to:


Z widokiem na to:


A dzis: (no coz, rownowaga w przyrodzie musi byc)
Sunday, 23 May 2010
Juz za chwileczke juz za momencik....
Ironia losu polega na tym, ze tragiczne wydarzenia minionych tygodni, katastrofy i kleski zywiolowe pomgaja mi utrzymac pion i dystans do swojego zycia.
Jestem spokojna jak ten kwiat lotosu na tafli czy jakos tak to bylo.
Mimo wszystko. Och, czy wspominalam, ze krawcowa numer dwa spiepszyla mi rezerwowa sukienke, obcinajac ja mega krzywo? na szczescie zaostawila ja na tyle dluga (za duga na szczescie), ze moja bardzo zdolna mama zdolala poprawic spartaczona robote.
Nasuwaja mi sie przy okazji tego mlynu, ktory mam ostatnio takie banalne madrosci zyciowe: prawdziwych przyjaciol poznajemy w biedzie. Miec przyjaciolke, ktora bez mrugniecia okiem zgadza sie na ugotowanie 40 l zupy gulaszowej to dla mnie bezcenne.
A cala reszta nieistotna.
Skupiam sie na pozytywach. A przy okazji przewartosciowuje.
Wczoraj byla u nas Pani urzedniczka, ktora bedzie nam udzielala slubu. Odbylismy rozmowe zapoznawca, ktora trwala 2,5 h i podczas ktorej okazalo sie, ze rzeczy najbardziej oczywiste najtrudniej jest ubrac w slowa.
Powiem Wam jedno.
Bede miala zajebistego meza.
A druga dobra wiadomosc to to, ze sa w koncu piwonie!!!
Mam ich pelna piwnice, ale o tym w innym odcinku:
Monday, 17 May 2010
Subscribe to:
Posts (Atom)



