Monday, 28 February 2011

A creature of habit

Odkad moje weekendy trwaja jeden dzien w tygodniu, staram sie te kilka godzin celebrowac.
Wysypiam sie do oporu, najczesciej oznacza to 11-12ta. Sniadanie zjadane w ten dzien w porze lunchu to rzecz swieta. Zjadane bez pospiechu. Kawa (z french press) w ulubionym kubku.
Tak, wiem, ze moj kubek jest obciachowy, ale mam to w nosie :) Pije z niego kawe wlasnie w kazda niedziele (w pozostale dni tygodnia najzwyczajniej nie mam czasu, zeby pic kawe rano w domu). Do sniadania koniecznie magazyny i czasopisma, do ktorych nie mam czasu zajrzec w ciagu tygodnia.


Uwielbiam niedzielne poranki, doceniam je odkad ...jw....

6 comments:

Malgorzata said...

Nie lubie niedziel, zawsze w niedziele mam dola :(

Marta said...

a ja mam doscyc zimowych weekendow. Co tydzien jestesmy na nartach (Andrew to ochotnik), wstawanie o 6:30, praca do 3 na zimnie...marzy mi weekend w domowej atmosferze.

Inkoguto said...

Gosiu, ja tez nie lubilam, ale musialam polubic, wyobraz sobie, ze nie ma soboty ;(
Marta, Andrew to ochotnik a Ty....? zona ochotnika? :)))

Marta said...

ja tez ochotniczka ;-)
Tyle ze ja mam wybor- albo pomagam, albo nie. Andrew niestety czy chce czy nie chce- musi

Mru ♥ said...

e tam, kubek wcale nie jest obciachowy, po prostu fajny i tyle! (: mój ulubiony jest w tulipany i jest mega duży. fajne są takie poranki kiedy można odpocząć i robić Nic (;

Inkoguto said...

O, Witam nowa osobe komentujaca i w imieniu kubka dziekuje za komplement :)