Wednesday, 25 March 2009

Now You're Really Living

takie mam rozne przemyslenia, ze np. chyba sie starzeje, bo o ile pare lat temu dalabym sie pokroic za bilety na U2, to teraz 160 euro za bilet uwazam za absurdalna cene i na pewno sie nie skusze, za to w czerwcu Antony, jakims cudem M. udalo sie dostac bilety na kameralny koncert, ktory nigdzie nie byl reklamowany. Nie wiem, chyba sie posikam ze szczescia jak uslysze go na zywo.
Po za tym zarabianie kasy jest przereklamowane, im wiecej zarabiam tym mniej mam, a nie wydaje mi sie, zebym jakos specjalnie wiecej wydawala.

no i ten, eels rzadzi ostatnio w aucie:

Sunday, 22 March 2009

Sunshine

Slonce dawalo w ten weekend, nie powiem, oczywiscie sprawa bezdyskusyjna jest to, iz slonce dziala zbawiennie na psychike zszargana nieskonczenie dluga zima i niebem w kolorze szaroburej szmaty....Co do tego nie mam zadnych watpliwosci
ALE
w promieniach slonecznych widac WSZYSTKO, kazdy pylek, kazda plamke na szybie, wiec po kilku dniach slonecznych czlowiek nie ma wyjscia i trzeba umyc te nieszczesne okna.
W moim przypadku 'przetrzec' je, gdyz nienawidze i nie umiem myc okien, im dluzej je myje, tym bardziejwydaja sie byc nieumyte. Przysiegam, wole prasowac.

no.
Ale zeby nie bylo, w weekend oddawalam sie innym fascynujacym czynnosciom, takim jak:
rozdawaniem kwiatow:


lezeniem na trawie i fotografowaniem/jedzeniem jablek:

gotowaniem pysznosci i spozywaniem ich w milym towarzystwie:oraz, jak co weekend:



Friday, 20 March 2009

city by night


(a taki mamy widok z okna, wbrew pozorom nie mieszkamy w wiezieniu!)
oraz inne:


Tuesday, 17 March 2009

...

ostatnio czas odliczam zaladowaniami
pralki
bardzo duzo pralek zaladowanych musialo minac od ostatniego wpisu, ale nie wiem ile, bo nie liczylam
ubiegly weekend minal na spotkaniach z ludzmi, tymi bardziej i mniej znanymi, Ci wirtualni stali sie jakby mniej wirtualni, fajnie, naprawde fajnie, ludzie jednak sa potrzebni do zycia
chociaz nie wszyscy hehe, np. moi sasiedzi z dolu w cholere sie wyprowadzili, mieszkali pod nami ze dwa lata, a my dowiedzielismy sie o ich przeprowadzce jak w niedziele obudzil nas halas na klatce schodowej
mam nadzieje, ze wprowadzi sie po nich jakis zwierzolub, ktoremu nie bedzie przeszkadzalo tuptanie moich malutkich delikatnych i subtelnych koteckow (hehehe...)
no i tak
paznokcie mi sie rozdwajaja :/
aby do kwietnia, bo wiem, ze jak przyjdzie kwiecien, to pozniej juz za chwile zrobi sie czerwiec

Tuesday, 10 March 2009

Oznaki starzenia....

sie oraz rozdwojenie jazni.

Ostatnio u siebie zauwazam.

Jesli chodzi o starzenie sie, to nie, nie chodzi o zmarszczki czy siwe wlosy, bo te mam juz od dawna, ale banalnie, o ogrodecek ;-). W sensie domu z kawalkiem ziemi. W sensie paru drzewek owocowych, trawnika i zwierzynca. No i tu pojawia sie dylemat, bo z drugiej strony lubie miasto, lubie w sobote pojsc na piechote do centrum po to tylko, zeby napic sie kawy w ktorejs z knajp, albo zjesc sniadanie. I lubie nasze mieszkanie, jestesmy tu dopiero od 4 lat, jeszcze nie wszystko wykonczone, nie wszystko urzadzone tak, jakbym chciala, a juz mnie nosi ;-).

I siedze na tej fundzie i przegladam. I widze, ze jesli chodzi o miasto, to stac nas jedynie na szeregowiec (zakladajac, ze chcemy mieszkac w fajnej dzielnicy, a to jest glowny warunek), z ogrodkiem o rozmiarach chusteczki do nosa.

A na wsi (20 min. stad) znalazlam cos w cenie szeregowca z prawie dwoma hektarami ziemi:


Z widokiem na ....pola. no i siedze i mysle.

Ze przeciez nie mozna miec w zyciu wszystkiego.

Ach, to jeszcze dodam, ze zaczynam wrastac w ten kraj. Wypadaloby, w koncu to dekada.

Rozwiazanie zagadki

Voila!

Monday, 9 March 2009

W miescie i za miastem

ktos zgubil, ktos znalazl

z serii: dekoracje okienne ktoz z nas nie kolekcjonowal w przeszlosci puszek?tej uliczki nie bylo w moim miescie, kiedy tu przyjechalam po raz pierwszy, zastanawialam sie ostatnio jak to miejsce wtedy wygladalo i nie moge sobie przypomniec....
to sie nazywa miec nogi do nieba ;-) a za miastem (czesciowo praca domowa nr. 2, czyli fotografowanie natury, krajobrazy to moj najmniej ulubiony temat, ale jak trza to trza)











....

Mam zdjec troche ale nie chca sie ladowac, pomysle o tym jutro.

tylko zagadke zadam, prosze bardzo:

Monday, 2 March 2009

Sto lat, sto lat!

Ostatnio posypaly sie w firmie jubileusze, podobno do tej pory nie byly swietowane w ogole, ale odkad jest nowa sekretarka, to....swietujemy, ze hoho.
Kolega, ktory w zeszlym tygodniu obchodzil 20lecie w firmie otrzymal kwiaty i ... kartke podpisana przez pozostalych pracownikow. Bieda z nedza moi panstwo, a na punkcie tych kartek to Holendrzy maja w ogole jakiegos hopla.
Moze jestem jakas dziwna, ale ja wysylam kartki tylko wtedy, kiedy z adresatem nie bede sie widziala, niezaleznie od okazji i nie bede mogla osobiscie pogratulowac czy zlozyc zyczen.
Jesli juz komus osobiscie gratulujemy to po jaka cholerne podpisywac te durne kartki (zaznaczam, w kopercie jest li i jedynie kartka, zadnych bonow, talonow, czy innych).
Dzisiaj znowu dwie osoby obchodzace 10cio lecie, i znowu te bukiety i kartki.
Matko, nie kumam tego.
to tyle, stay tuned!

Sunday, 1 March 2009

Nareszcie wiosna!

Prosz bardzo....



Dzisiaj czulo sie ja w powietrzu, bosko, zyc sie chce.


Wczoraj bylam u fryzjera, ot tak, po prostu, z ulicy, wlazlam i powiedzialam, ze musze, now, bo moje kudly osiagnely juz dawno niebezpieczna dlugosc zwisajac smetnie jak te straki.

I powiem tak. Ja mam male wymagania, naprawde, z kazda wizyta coraz mniejsze. Nie bylam tutaj wiecej niz raz u tej samej fryzjerki. Zadowolona z podstrzyzyn bylam tylko raz, jakies lata swietlne temu, a kiedy chcialam sie umowic z ta sama fryzjerka, to okazalo sie, ze wziela i zmienila zawod.
Odpada fryzjer/ka, ktora/y:

- w celu podtrzymania/nawiazania konwersacji stwierdza prawdy oczywiste na temat moich wlosow, ze rzadkie, ze cienkie, no przeciez wiem o tym,

- pyta mnie skad pochodze, co robie w NL, jak dlugo tu mieszkam, czy mi sie tu podoba, itp.

- trajkocze jak najety/ta o dupie maryni,

- robi mi na lbie cos, co postarza mnie o 10 lat.


Nie pamietam kiedy ostatnio bylam zadowolona ze swojej fryzury. Pewnie wtedy, kiedy obciela mnie moja A., ale to bylo chyba ze sto lat temu.

Wczorajsza fryzjerka nie zameczyla mnie swoim gadaniem, nie oszpecila mnie, wiec mysle, ze nastepnym razem sie do niej znowu wybiore, o.

A tu jeszcze zaleglosci z zeszlego tygodnia, czyli karnawal w Den Bosch, (jednym z najladniejszych miast w NL):



w karnawale fajne jest to, ze obserwujac ludzi mozna sie zastanawiac czy to przebranie czy stroj codzienny ;-)

i porzadki wiosenne, czyli znajdz kota na zalaczonym obrazku