Mowcie co chcecie, ale mnie internet wciaz zaskakuje.
Jakas dekade temu, kiedy zaczynalam korzystac z tej wspanialej zdobyczy cywilizacji, dostep miala garstka ludzi, odkrywalismy czaty, na ktorych rozmawialo sie non stop z tymi samymi fajnymi ludzmi.
Mozna powiedziec, ze z elyta :) Nie mylic z kolkiem wzajemnej adoracji.
Nawiazalam wtedy bardzo fajne znajomosci, niektore przetrwaly do dzis, wiele przenioslam do realnego swiata. Kiedy pare lat pozniej zajrzalam na jakis czat okazalo sie ze to jeden wielki smietnik i balagan pelen psycholi, znudzonej dzieciarni i czego tam jeszcze.
Jednym slowem szkoda czasu a szanse na wylowienie fajnych osob z tego tlumu znikome.
A pozniej pojawily sie blogi. I okazalo sie, ze znowu mozna poznac ciekawych ludzi..
I np. pare miesiecy pozniej poskakac sobie z taka fajna blogowa znajoma w rytm swietnej muzy.
I nie wiem jak Gosia ale ja od wczoraj katuje non stop Placebo. I gdybym mi w piatek cos nie strzyknelo w prawym biodrze to jeszcze bym poskakala.
For What It's Worth.
Peace moi kochani.
Saturday, 5 December 2009
Wednesday, 2 December 2009
Pokaz mi zawartosc swej szafy a powiem Ci....
Jakis czas temu postanowilam sobie, ze w ramach oszczednosci powinnam ograniczyc kupowanie ubran. Z jednej strony oszczednosc, z drugiej najzwyklejszy zdrowy rozsadek, wszak szafa moja peka w szwach, zyje swoim zyciem orraz niezbadana jest do konca jej zawartosc (niedawno odkrylam cztery sukienki, calkiem fajne, z metkami jeszcze).
Do pracy ubieram sie jak na przyzwoita biurwe przystalo, czyli mega monotonne sweterki, do tego jakies spodnie ewentualnie od wielkiego swieta spodnica.
Postanowilam wiec podjac wyzwanie i zapoznac sie z zawartoscia mojej szafy oraz popracowac nieco nad urozmaiceniem codziennych zestawow.
Wynikiem czego w zeszlym tygodniu jedna z kolezanek w pracy zapytala czy mam tego dnia slub cywilny (choc moim celem bylo wygladac jakbym szla na rozmowe w sprawie pracy) a dzisiaj rano, wlasny narzeczony na moje pytanie jak wygladam rzekl: hm, brakuje Ci jeszcze tylko pejcza.
I tak to.
Do pracy ubieram sie jak na przyzwoita biurwe przystalo, czyli mega monotonne sweterki, do tego jakies spodnie ewentualnie od wielkiego swieta spodnica.
Postanowilam wiec podjac wyzwanie i zapoznac sie z zawartoscia mojej szafy oraz popracowac nieco nad urozmaiceniem codziennych zestawow.
Wynikiem czego w zeszlym tygodniu jedna z kolezanek w pracy zapytala czy mam tego dnia slub cywilny (choc moim celem bylo wygladac jakbym szla na rozmowe w sprawie pracy) a dzisiaj rano, wlasny narzeczony na moje pytanie jak wygladam rzekl: hm, brakuje Ci jeszcze tylko pejcza.
I tak to.
Saturday, 28 November 2009
Przypadek?
Przez cala dekade mojego zycia w Holandii bylam tu na dwoch przyjeciach slubnych.
Przegladajac dzisiaj po raz kolejny strony fotografow slubnych trafilam na zdjecie, na ktorym dojrzalam siebie we wlasnej skromnej osobie.
Jakby tego bylo malo to zdjecia mnie urzekly, cennik jednakowoz mniej :).
A tymczasem oddale sie w celu pozbierania wosku, gdyz wieczorowa pora bedzie sie lalo, oj bedzie. Ciekawe czy wywroze sobie rychle zamazpojscie?
Przegladajac dzisiaj po raz kolejny strony fotografow slubnych trafilam na zdjecie, na ktorym dojrzalam siebie we wlasnej skromnej osobie.
Jakby tego bylo malo to zdjecia mnie urzekly, cennik jednakowoz mniej :).
A tymczasem oddale sie w celu pozbierania wosku, gdyz wieczorowa pora bedzie sie lalo, oj bedzie. Ciekawe czy wywroze sobie rychle zamazpojscie?
Thursday, 26 November 2009
Jestem kwiatem lotosu na tafli jeziora.....
Najgorsze w pracy jest to, ze spedza sie tak duzo czasu z ludzmi, ktorymi normalnie nie chcielibysmy miec nic do czynienia oraz usmiechamy sie i przytakujemy, choc tak naprawde chcemy rozmowcy
urwac glowe i napluc do szyi albo
wyrwac serce i spuscic je w kiblu albo
wrzucic do goracej smoly, a nastepnie obtoczyc w pierzach.
Czyli kolejna runde negocjacji okolopensjowych uwazam za rozpoczeta.
urwac glowe i napluc do szyi albo
wyrwac serce i spuscic je w kiblu albo
wrzucic do goracej smoly, a nastepnie obtoczyc w pierzach.
Czyli kolejna runde negocjacji okolopensjowych uwazam za rozpoczeta.
Tuesday, 24 November 2009
Saturday, 21 November 2009
Rownowaga, czyli smutow ciag dalszy....
Piatkowy wieczor spedzilam moczac zezwloki w wannie w towarzystwie czerwonego winka, zielonych oliwek, znicza o zapachu brownie oraz dwoch odcinkow Gilmorek.
Natomiast sobota uplynela mi na szorowaniu szafek kuchennych oraz piekarnika przy pomocy szczoteczki do zebow.
Rownowaga w przyrodzie musi byc.
A co u Was? Macie juz prezenty na swieta?
Natomiast sobota uplynela mi na szorowaniu szafek kuchennych oraz piekarnika przy pomocy szczoteczki do zebow.
Rownowaga w przyrodzie musi byc.
A co u Was? Macie juz prezenty na swieta?
Monday, 16 November 2009
...
Zanim polozylam mlodego czlowieka (lat 6) do lozka, pogadalismy chwile o pozytywach bycia chorym. No wiecie, nie zadne tam powazne sprawy, mowimy o tym, ze mlody czlowiek nie poszedl do szkoly z powodu przeziebienia.
Ano fajne jest to, ze dostaje to, co sie chce. Jakie to proste.
Beztroska. Jedno z moich najfajniejszych wspomnien z dziecinstwa to wlasnie chorowanie a dokladniej opieka mamy. Reka na czole, cieply koc, vibovit i mandarynki. Choc te ostatnie to chyba troche pozniej, czasy liceum, bo wiadomo, ze o mandarynkach to moglismy tylko marzyc w czasach gdy dziecieciem bylam. Niemniej jednak to byly piekne czasy. Czasem tak mam, ze chce sie zwinac pod kocem, na mojej wersalce, w moim pokoju i czekac na herbate z cytryna i nic wiecej nie potrzeba.
To nie jest tak, ze dzieje sie zle, bo nie mam na co narzekac, naprawde. Tylko w tym cholernym doroslym zyciu za wszystko przyjdzie nam zaplacic. Jesli nie teraz to pozniej.
Jest pieknie, ale efektem ubocznym ten klebek nerwow co sie umoscil w okolicach mojej potylicy.
Oraz poczucie, ze za chwile cos sie wezmie i runie, bo przeciez nic nie moze wiecznie trwac.
Ano fajne jest to, ze dostaje to, co sie chce. Jakie to proste.
Beztroska. Jedno z moich najfajniejszych wspomnien z dziecinstwa to wlasnie chorowanie a dokladniej opieka mamy. Reka na czole, cieply koc, vibovit i mandarynki. Choc te ostatnie to chyba troche pozniej, czasy liceum, bo wiadomo, ze o mandarynkach to moglismy tylko marzyc w czasach gdy dziecieciem bylam. Niemniej jednak to byly piekne czasy. Czasem tak mam, ze chce sie zwinac pod kocem, na mojej wersalce, w moim pokoju i czekac na herbate z cytryna i nic wiecej nie potrzeba.
To nie jest tak, ze dzieje sie zle, bo nie mam na co narzekac, naprawde. Tylko w tym cholernym doroslym zyciu za wszystko przyjdzie nam zaplacic. Jesli nie teraz to pozniej.
Jest pieknie, ale efektem ubocznym ten klebek nerwow co sie umoscil w okolicach mojej potylicy.
Oraz poczucie, ze za chwile cos sie wezmie i runie, bo przeciez nic nie moze wiecznie trwac.
Subscribe to:
Posts (Atom)








